Zielony Magiczny Pushkar




Wieczorem docieramy do Ajmeru,  tym razem nie mając żadnej rezerwacji. Zdajemy się na tuttukowców, którzy wożą nas po mieście w poszukiwaniu taniego noclegu. Dziwnie trafiamy ciągle do tych drogich. Po kolejnej nieudanej próbie, proponują nam że zawiozą nas do Puszkaru w rozsądnej cenie. Decydujemy się bo i tak w planie było to miasteczko.  Tym razem trafiamy idealnie… Sama nazwa Hotelu już brzmi ciekawie. „Hare Krishna Hotel”. Fajne skromne pokoje za 200 rupi od osoby. Właściciel wyjątkowo rozmowny, uśmiechnięty zaprasza nas na „welcome tea”. Ku uciesze Patryka zostajemy poczęstowani miłymi „prezentami”. Następnego dnia rano ruszmy zobaczyć to podobno śliczne miasteczko. Z przewodnika wiedzieliśmy, że każdy przybyły do tego świętego miasta powinien przejść ceremonię przybycia. Birmani dowali nas zaraz po zejściu do gathów. Sama ceremonia ciekawa, powtarza się jakąś tam mantę, gość robi na czole czerwona a kropkę i modli się ze rodzinne.  itp. Później zaczyna się już manipulacja, „ile byś dał żeby Twoja rodzina  była zdrowa” i takie pierdoły, skutecznie dajemy się wydukać. Obok nas z wody wychodzi kobra, podobno jest ich tu strasznie dużo. Idziemy dalej. Miasteczko położne jest koło małego akwenu, obchodzimy je całe i znowu trafimy na główną arterie. Sprzedawcy i właściciele barów zapraszają, jeden krzyczy do nas, że ma dla nas „Specjal lassi”, pytamy co to i za ile. Okazuje się że to wersja słodkiego jogurtu nie z owocami a z marihuaną. Cała przyjemność to 100 rupi (5 zł). Postanawiamy spróbować, zakładamy, że ilość dodatku pewnie jest i tak śladowa. Ja wypijam jedno a Patryk trzy, czuć posmak trawy ale bardziej przypomina szpinak w małej ilości. Niestety po napitku nie ma żadnej reakcji. Poszliśmy coś zjeść, i kierowaliśmy się już w stronę hotelu bo o 16:00 mieliśmy wybrać się na przejażdżkę wielbłądami po pustyni. W tym momencie jak mnie siekło! Czas zwolnił, dźwięki się wyostrzyły, nie pamiętałem drogi do domu, miałem lęki, że wpadnę pod jakiś motor itp.. Zaraz przy nas wypada z wózka z dużej wysokości butla gazowa prosto na asfalt, w wyobraźni wybucha… Czekanie na dziewczyny, które poszły coś kupować trwało wieki, mimo że na zegarku wskazówka posuwała się straszliwie wolno. Chciałem iść natychmiast spać i obudzić się jak to się skończy. Jakimś cudem dotarliśmy, dziewczyny poszły na wielbłądy z Tomkiem a ja na wielkim rauszu do łóżka. Magiczne lassi trzymało mnie łącznie przez ponad 6 godzin. Chyba nie prędko skuszę się na podobny przysmak. Co ciekawe na nikogo innego nie zadziałało to aż tak mocno.

Radosław Molski

Radosław Molski

Pomysłodawca, założyciel at GlobBlog Team
Piszę bloga, wymyślam wyprawy i fotografuje. Nasz „team” tworzy zgrana paczka przyjaciół, każdy wyjazd daje nam kupę radości i niezapomnianych przeżyć. Grupa chętnych do podróżowania pod moją “opieką” się powiększa i ma już blisko dwadzieścia osób.
Radosław Molski

Latest posts by Radosław Molski (see all)

Zobacz podobne wpisy

Przydatny wpis?


Polub nasz fanpage na Facebooku, zasubskrybuj nasz kanał na Youtube!