Rosyjskie GOA!




Mombay i autobus

Z Jodpuru na Goa chcieliśmy jechać pociągiem, to najtańszy i dość bezpieczny sposób podróżowania po Indiach. Niestety na żaden odcinek trasy nie było już miejsc ani przez Cleartrip.com na którym kupowałem bilety online jak i na stacji w Jodpurze.  Jedyne co załatwiłem to zwrot biletu na źle wykupioną trasę. Dostaję jednak tylko 50% bo oddałem go w dniu podróży.

Przez Clertripa też można kupować bilety na autobusy, szybko wyszukałem interesujące nas połączenie.  Autobusów jest dużo, jeżdżą często i można wybierać z kilku możliwości standardu. Np. Slipeer to taki który zamiast normalnych siedzeń ma jedno lub dwu osobowe kabiny „sypialne”. Miejsca w takim jest naprawdę sporo. Drugim niezły rozwiązaniem są autobusy semi slipper to takie, które mają siedzenia bardzo rozchylane, prawie do pozycji leżącej i dodatkowo podpórkę na nogi. O ile zakupy biletów na pociąg nie sprawiały większych problemów, oczywiście jak były dostępne to z autobusami są schody… Generalnie problem z akceptacją krat płatniczych z Europy. Nie przeszła żadna z naszych Visy, Mastercardy, łącznie z firmową kartą Tomka (American Express). Zdaliśmy się na cwaniaczka naszego gest house „Discavery”. Sprzedaje nam bilet w klasie w sliperze bez klimatyzacji na trasę Jodpur – Mombay za 1250 rupi czyli jakieś 70 parę złotych. To Dość drogo bo za pociąg zapłacilibyśmy pewnie nie więcej niż 30 zł. Miałem obawy co do jazdy takim autobusem, kiedyś podróżowaliśmy takimi w Wietnamie co było mało ciekawym doświadczeniem. W Indach okazało się, że o ile w miastach na ulicach jest wariactwo to na trasie jeżdżą całkiem równo, dość spokojnie i czasem nawet nie trąbią! Jedziemy w nocy więc trochę udaje się spać. Autobus zatrzymuje się na „sikanie” i jedzenie co 3-4 godziny a kiedy stoi w korkach to do środka wchodzą sprzedawcy z wodą i jedzeniem. Kierowcy autobusu szybko się z nami zaprzyjaźniają, oczywiście głównie z Patykiem na którego życzenie zatrzymują się na pierwsze „sikanie”. Tu generalnie sika się wszędzie, wystarczy wyjść z autokaru i oddać się tej czynności, nawet jeśli jesteśmy przy dużym skrzyżowaniu w centrum miasta. Dlatego też zapach moczu jest wszechobecny, najciekawsze miejsca do sikania widzieliśmy w Waranasi, to najczęściej po postu ściana, można ją poznać zaciekach i nieznośnym smrodzę. Czasem przymocowany jest bidet, ale to już wersja luksusowa.

Rynsztok w Bombaju

Rano jesteśmy już w Bombaju, wjeżdżamy do miasta przez z godzinę. Koszmarne miasto, jednak mamy zarezerwowany pokój w tanim hoteliku, planowaliśmy spędzić w mieście 1 dzień. Jednak ta 22 milionowa metropolia przytłacza nas. Kierowcy wysadzają nas przy jakimś  kanale gdzie pływa tona śmieci i innego syfu jakiego w życiu nie widziałem. Co widzimy? Dwóch wędkarzy łowi w tym szlamie… no chyba ryby, a może coś innego?! Proszę Patryka żeby sprawdził w swojej nawigacji ile mamy do stacji kolejowej, bo właśnie tam jest nasz Hotel. Okazało się ze to nie całe dwa kilometry. Postanowiliśmy iść na butach, sandałach J. Miasto jest za smogową mgłą przez, którą przebija się żar słońca. Jest chyba ze 30c’ albo więcej. Idziemy tak 10-15 minut, a dworca nie widać. Zatrzymujemy dwa tuktuki. Okazało się ze to nie dwa a 15 km! Po raz kolejny technologia przegrywa z rzeczywistością :) W Bombayu nie negocjuje się ceny z rikszarzem, bo mają liczniki i co ciekawe naliczają uczciwie. Za tą podróż płacimy ok. 50 rupi (2,5zł). Chciało by się w Krakowie za taką kwotę podróżować…

Dojechaliśmy do naszej miejscówki którą znalazłem na agoda.com, bo generalnie Bombay jest drogi i słabo z tanimi noclegami. Znalazłem coś taniego, choć i tak drogo jak na tutejsze warunki. Ok 16 zł od osoby… Hotel Sana Residency okazał się niewielką budą, w której nocuje dziwne towarzystwo, to taki jak by hotel robotniczy… ekipa jest totalnie zaskoczona że przyjechaliśmy. Widać nie sprawdzają za często e-mail. Gość męczył się odszukaniem naszej rezerwacji chyba 20 minut, kolejne 20 zajęło im przygotowanie pokoi. W wielu syfnych miejscach już spałem, jednak to pobiło nawet te najtańsze hoteliki z Wietnamu czy Malezji. w BombajuJeden pokój dwu osobowy ma wielkość ok. 1 metr szerokości z czego łóżko ma 50 cm. Standardowo nie ma też okien.

Hotel w Bombaju

Drugi „Duży” pokój dla reszty niewiele lepszy. Szybka decyzja, jedziemy dziś, nie zostajemy w tym ponurym mieście. Kupujemy bilety w „recepcji” za 4800 rupi za 6 biletów. Cena na bilecie to 3600 rupi :) Znowu na nas zarobili, no ale co zrobić… Tym razem jedziemy lepszym autokarem z klimą. W czasie podróży zagaduje do nas młoda Hinduska i opowiada co, jak i gdzie. Podaje też nazwę plaży gdzie jest podobno super. Rano jesteśmy już w okolicy GOA. Taksówką jedziemy na wskazane miejsce ok. 40 minut.

GOA i nasze panny

Miejscówka faktycznie niezła, fajne bambusowe chatki ale bardziej dla geriatrii i Ruskich. W jednej z knajpek gdzie udaliśmy się z Patrykiem na „jednego” 50 rupi (2,5 zł) za 60 ml. Karty dań i muzyka ruska! No szlak mnie trafia. Podchodzę do baru i proszę o zmianę muzyki, i proszę „internajonal music” :) Niestety Hindus mówi, że ma tylko taką! No jasna cholera. Ostateczne barman wybawia mnie i wyłącza ją całkowicie… Trochę się tam zasiedzieliśmy i zrobił się wieczór. Patryk zamarzył o  Specjal Lassi takim jak w Puskarze, ale nie wiemy czy tu takie można dostać. Dogadał się z jednym gościem, okazało się ze można takie nabyć na targu kilka kilometrów dalej. Hindus zaproponował Patrykowi, że go tam zabierze. Już za chwile siedzieli na motorze w drodze na targ. Wróciłem do reszty ekipy… po jakiś 30 minutach Patryk wraca niezadowolony… Okazało się, że panowie źle się zrozumieli. Lassi okazało być zwykłym  „o smaku mleka”. Misja nie udana, rozczarowanie wielkie!

Nadszedł wieczór, spragnieni wrażeń szukamy miejsca gdzie poimprezujemy, jesteśmy w końcu na GOA, miejscu znanym chyba na całym świecie z imprez, zabaw.. taka wakacyjna destynacja a w latach 70-tych podobno raj dla hipisów którzy wydawali tu ostatnie grosze na kolorowe proszki.

I znowu to samo, ruskie knajpy… pytamy chłopaków z naszego hotelu gdzie można iść na imprezę. Wskazali mam drogę, niestety  nić tam nie było, idziemy w drugą stronę. Wreszcie słychać nie ruskie dźwięki. Po drodze zgubił się nam Patryk, idę sam z Kasią i Sylwią. Knajpka na dachu, i dużo białych twarzy. Udało się! W barze z radością dowiadujemy się, że mają tu europejskie piwo (Budwaiser). Bo to Indyjskie (Kingfisher) nie jest dobre. Piwo kosztuje zazwyczaj 100-200 rupi (5-10 zł) z tym, że butelki podobnie jak w Tajlandii mają 650 ml – czyli pinta.

Dziś nic nie robimy, śniadanie, kawka, mix owocowy, plaża… Woda ciepła ma tak z 25c, niestety nie jest zbyt klarowna, można ją śmiało porównać do bałtyckiej. Nie rusza to nas bo na Adamanach będzie lazur J Jutro jak wszystko dobrze pójdzie z znajdziemy połączenia, ruszamy w stronę miejscowości Hampi w głąb lądu.

Radosław Molski

Radosław Molski

Pomysłodawca, założyciel at GlobBlog Team
Piszę bloga, wymyślam wyprawy i fotografuje. Nasz „team” tworzy zgrana paczka przyjaciół, każdy wyjazd daje nam kupę radości i niezapomnianych przeżyć. Grupa chętnych do podróżowania pod moją “opieką” się powiększa i ma już blisko dwadzieścia osób.
Radosław Molski

Latest posts by Radosław Molski (see all)

Zobacz podobne wpisy

Przydatny wpis?


Polub nasz fanpage na Facebooku, zasubskrybuj nasz kanał na Youtube!