Agra, Tadź Mahal, kupa śmieci i pupa

Tadź Mahal

Dziś oświacie dotarliśmy do Agry, to dobry znak bo jest szansa zobaczyć Tadź Mahal w najlepszym momencie, czyli o wschodzie słońca. Z pociągu wypłynęły dzikie  tłumy ludzi.  Nie bardzo mieliśmy pomysł co zrobić z placakami na cały dzień, bo już wieczorem jedziemy dalej…

Moto Riksza
Spytaliśmy kierowców riksz gdzie jest przechowalnia bagaży. Odradzili nam jednak to rozwiązanie, i zasugerowali opcję wynajęcia taniego pokoju gdzie zostawimy rzeczy i będziemy mogli odświeżyć się przed podróżą. Następnie zaproponowali nam możliwość wynajęcia riksz z kierowcami na cały dzień za kwotę 15 zł od osoby.
Bety zostawiliśmy w hotelu i pognaliśmy szybko w stronę Tadza. Bilety jak na te realia koszmarnie drogie – 750 rupi (ok. 40zł), gdy mieszkańcy płacą 10 rupi!

Przy każdej atrakcji turystycznej w Indiach przeprowadzana jest drobiazgowa kontrola osobista. Do niektórych  świątyń nie można wnosić telefonów komórkowych, aparatów, przedmiotów niebezpiecznych. Do Tadż Mahal można brać telefon ale już  woki-tolkie już nie. Musimy z Tomkiem zawrócić do przechowalni bagażu oddalonej o kilkaset metrów od wejścia.  Trochę nas to zirytowało bo robiło się już jasno. Nie chcieliśmy stracić najlepszego widowiska.

Tadź Machal

Pozostała gromadka czekała na nas, w końcu idziemy, za drzew widać pierwsze promyki słońca. Przechodzimy przed czerwoną bramę która ma na pewno jakąś piękną nazwę > Jest wreszcie widzimy chyba najbardziej rozpoznawalną budowlę świata. Nie będę się rozpisywał, robi wrażenie. Piękny biały marmur. Promienie wstającego słońca nadają niezwykłej tajemniczości. Chodzimy i napawamy się widokiem. Jedyne co wszyscy stwierdzamy to że na zdjęciach Tadz Mahal wydaje się większy. Patrykowi, to już drugiemu Krabowy „dupy nie urwał” ale być może Hinduskie żarcie już tak. Robimy masę zdjęć, bo pewnie prędko tu nie zawitamy. Po 1.5h wracamy do ryksiarzy.

Red Fort Agra

Zwieźli nas do Red Fortu, który zobaczyliśmy z zewnątrz ale nie decydujemy się na zwiedzanie bo po 12 godzinach nocnej jazdy pociągiem jesteśmy lekko zmęczeni. Ryksiarze jak to mają w zwyczaju zawożą też klientów do zaprzyjaźnionych sklepów, pierwszy był z marmurami, ładne, nawet bardzo i tanie, ale stolik jaki mi się  podobał ważył ze 20 kg. Oczywiście proponowali wysyłkę ale łączne koszty już spore bez gwarancji że dojedzie to w całości. Chłopacki i dziewczyny kupują jakieś pierdółki . Następny sklep już mnie osłabił, przypomniały mi się czasu wędrówek po sklepikach w Bangkoku przy rzekomo bezpłatnym TukTuku. Wychodzimy dość szybko, średnio interesuje nas biżuteria. Ja to mam nawet trochę do przetopienia … Mówimy im, że mamy dość sklepików, żeby zawieźli nas gdzieś gdzie jest coś ciekawego i za darmo. Proponują nam występ muzyki na żywo. Ok fajnie jedziemy. Miarka się przebrała jak podwieźli nas pod kolejny sklep. Nawet nie wysiadaliśmy tylko kazaliśmy się odwieść do hotelu gdzie są nasze bagaże.

Red Fort Agra

Teraz już jedziemy do Jaipuru, różowego miasta. To klejna przygoda pociągowa, tym razem kupiliśmy sporo droższe bilety ok. (30 zł za 245 km) bo tylko takie były dostępne.  Klasa nazywa się AC3, to siedzenia podobne do tych w samolocie. Nie śmierdzi tu sikami. Jest dużo ciszej, ludzie też widać że z innej kasty. Nad każdym siedzeniem są gniazdka elektryczne i dodatkowe oświetlenie. Tyle jedzenia w kilka godzin to nikt od dawna z nas nie jadł. Doliczyliśmy się już trzech poczęstunków. Herbatki, ciasteczka, dania ciepłe, desery, ledwo się ruszamy. Valdek został też poproszony o wypełnienie ankiety zadowolenia a za oknem bieda… Dzieci na górach śmieci tyłkami do pociągu robią co tam chcą. Panowie już się nie obcinają i leją prawie na wagony. Kobiety siedzą przy małych paleniskach. Pieski skaczą ,bawią się. Krowy jedzą śmieci, dzieci jedzą śmieci.

Kupa śmieci

Taki syf, że głowa mała, ale co ciekawe, nie wyglądają na specjalnie nieszczęśliwych, powiem więcej, są radośni, nie ma ty tylu zgorzkniałych twarzy jak u nas.

Podobnie jak na ulicach konduktorzy tutejszych pociągów nie omal bez przerwy używają sygnału dźwiękowego. Czasem jedzie tak po kilkadziesiąt sekund.  Zastanawiamy się czy jak potrąci krowę to się w ogóle zatrzyma? Wszystkie klaksony w Indiach są co najmniej dwa razy głośniejsze niż w Europie. Często na granicy wytrzymałości naszych.

Rany! Kolejny przysmak! Lody LavAzza! Chyba nie dowleczemy się do noclegu!

Radosław Molski

Radosław Molski

Pomysłodawca, założyciel at GlobBlog Team
Piszę bloga, wymyślam wyprawy i fotografuje. Nasz „team” tworzy zgrana paczka przyjaciół, każdy wyjazd daje nam kupę radości i niezapomnianych przeżyć. Grupa chętnych do podróżowania pod moją “opieką” się powiększa i ma już blisko dwadzieścia osób.
Radosław Molski

Latest posts by Radosław Molski (see all)

Zobacz podobne wpisy



Polub nasz fanpage na Facebooku, zasubskrybuj nasz kanał na Youtube!
  • admiring-diversity.pl

    Tymczasem w Polsce w EC… nie zawsze znajdziesz gniazdka ;) O poczęstunku już nie wspominając! :) Co do biednych, acz szczęśliwych ludzi – podobno im mniej człowiek posiada, tym jest szczęśliwszy. Kiedy mieszka się w bogatym kraju, to każdy chciałby mieć więcej, lepiej. Ci biedni ludzie nie śnią o nowym iPhone i innych w gruncie rzeczy niepotrzebnych do życia rzeczach. Cieszą się, że mają co jeść i gdzie spać ;)
    Ps. Bardzo ładne zdjęcia! :)